Mieszkańcy Lumerii czekają na epickie bitwy

Trzy wznoszące się wzgórza to najbardziej charakterystyczna część krajobrazu Ziem Lumerii. Niedługo te wzgórza pokryją się szkarłatem. U podnóża już rozstawiają się rzymscy legioniści i greccy hoplici wspomagani mitologicznymi bestiami i dowodzeni przez starożytnych bogów. Tak rozpoczyna się bitwa o wiarę mieszkańców Lumerii, której poszukują zapomniani i opuszczeni w dzisiejszym świecie bogowie.

W grze karcianej autorstwa Jakuba Siedleckiego i z grafikami Katarzyny Malinowskiej oraz Pawła Kurowskiego dwoje graczy będzie mogło stoczyć ze sobą bitwę mając do dyspozycji gotowe zastępy Rzymian, Greków, Wikingów lub Słowian. To właśnie te cztery armie znajdują się w dwóch zestawach startowych przygotowanych przez poznańskie wydawnictwo Factory of Ideas firmy Cube.

Lumeria w pięciu krokach

Rozgrywka w Lumerię oparta jest na scenariuszach. Oznacza to, że zadaniem graczy nie jest wyniszczenie siebie nawzajem, a taktyczne rozmieszczenie swoich jednostek, tak aby zdobyć wymaganą liczbę punktów. W zestawach startowych znajdują się po dwa takie scenariusze, w tym główny polegający na zajęciu z końcem każdej rundy znajdujących się na planszy trzech szczytów. Runda składa się z szeregu działań. Na początku każdy z graczy otrzymuje po dwie sztuki złota, które będzie wykorzystywać do rekrutacji nowych oddziałów w drugim kroku. Trzeci krok skupia się na prowadzeniu działań wojennych w polu. Tutaj możemy najpierw skorzystać ze specjalnych manewrów, następnie wykonać dwie z pięciu akcji trzema wybranymi jednostkami i zakończyć wszystko kolejnymi manewrami, o ile są jeszcze dostępne. Dodatkowo każdy z bogów ma swój specjalny manewr odnawiany co rundę. Ostatni krok to przyznanie punktów Lumerii. Ważne jest to, że wszystkie opisane powyżej działania gracze wykonują naprzemiennie.


„Bawiłem się naprawdę nieźle i chętnie siądę jeszcze raz do rozgrywki, zwłaszcza, że wystarczy dokupić mały dodatek ze scenariuszami i większa regrywalność jest gwarantowana.”


Wspomóc słabszego gracza

Mechanika zastosowana w Lumerii promuje w większym stopniu gracza, któremu nie do końca powodzi się na polu bitwy. Za każdą utraconą jednostkę gracz otrzymuje natychmiast sztukę złota, natomiast nieudany rzut kostkami podczas ataku powoduje szybsze odzyskanie wykorzystanych manewrów. Dzięki temu rozgrywka nie jest jednostronna, słabszy gracz nie demotywuje się porażkami, a silniejszy musi wykazać się lepszym zmysłem taktycznym.

Obecnie wydawca w swojej ofercie ma dostępne również armie Celtów, Azteków, Egipcjan i Chińczyków. Gracze mogą również dokupić całkiem nowe scenariusze, dodatkowe planszetki bogów czy matę do gry. Na początku tygodnia została zapowiedziana kampania mająca na celu wydanie m.in. „wielkiego pudła”, które pomieści wszystkie dodatki. Warto wspomnieć, że Lumeria została ufundowana z ogromnym sukcesem na platformie zagramw.to otrzymując ponad 109 tysięcy złotych z wymaganych 30 tys. zł na wydanie podstawowej wersji gry. Wydawca zapowiedział również w niedalekiej przyszłości rozpoczęcie sceny turniejowej opartej na Lumerii.

Okiem Gildii

Po otwarciu pudełka zadałem sobie pytanie: co tutaj tak pusto? Zawartość niewielkiego kartonu mieszczącego całą Lumerię rzeczywiście nie jest duża: 6 kości, kilkanaście tekturowych żetonów, złożona papierowa plansza i mała paczka kwadratowych kart. No jeszcze instrukcja. Sceptycznie, ale mówię: dobra, zobaczymy co z tego będzie. Największym minusem całej gry jest plansza i to nie ze względu na wygląd, bo naprawdę jest czytelna i miła dla oka, ale wykonana została na cienkim papierze. Rozkładasz i masz pełno zagięć. Owszem podczas kampanii można było zakupić osobno matę lub tekturową twardą planszę, ale takowa nie weszła by do pudełka. No, ale idziemy dalej, w końcu Robin Hood’a wydawnictwa Sfera z lat dzieciństwa też mam na takiej planszy i nie ujmuje to niczym w rozgrywce. Pora na zapoznanie się z zasadami.

Po przeczytaniu instrukcji, obejrzeniu przykładowej rozgrywki i rozegraniu pierwszej partii właśnie z instrukcją w ręku, sama rozgrywka była bardzo prosta. Tak naprawdę całość opiera się na pięciu krokach i uważnym czytaniu kart. Tą potyczkę początkowo przegrywałem 5:2, ale dzięki udanej szarzy trzygłowego pieska i byczka ostatecznie Grecy wygrali! Szczerze? Bawiłem się naprawdę nieźle i chętnie siądę jeszcze raz do rozgrywki, zwłaszcza, że wystarczy dokupić mały dodatek ze scenariuszami i większa regrywalność jest gwarantowana.

Co dalej? Ja chętnie wypróbowałbym kiedyś chińską armię, natomiast żona słowian lub wikingów. Według ostatniego live’a wydawca zapowiedział kolejną kampanię. Tym razem będzie można m.in. pozyskać duże pudło, które pomieści wszystkie armie i właśnie dużą składaną planszę (!). Zapowiedziano także japońską armię, która chyba będzie moja ulubioną, bo osadzoną w erze samurajów. Zatem, czy warto kupić swój egzemplarz gry? Warto.

Ze swej strony chciałbym podziękować Wydawnictwu Factory od Ideas za wsparcie Harcerskiego Klubu Gier Gildia.


phm. Radosław Kałuża HR
Przewodniczący HKG Gildia



Materiał ukazał się w bezpłatnym tygodniku społeczno-kulturalnym
PULS JAWORZNA Nr 9 z dnia 18 marca 2021 roku.