Opowiadanie: Bunkier – cz. I

Na temat tajemniczych wydarzeń mających miejsce nad Jeziorem Tyrkło lokalna prasa rozpisywał się przez kilka tygodni. Nic w tym dziwnego, ponieważ w takiej miejscowości jak Orzysz na Mazurach można jedynie pisać o bazach wojskowych. Tym bardziej jeśli trafiała się sensacja poruszająca mieszkańców okolicznych wsi to każdy szanujący się – lub nie – dziennikarz starał się pociągnąć temat jak najdłużej. Nie inaczej było tym razem. Nagłówki co chwila informowały o zniknięciach w tajemniczych okolicznościach, światłach poruszających się po niebie oraz o błyskach i dziwnych odgłosach dobiegających spośród drzew. A im bliżej bunkrów położonych w lesie przy Cierzpiętach, tym odgłosy i błyski stawały się silniejsze.

Według informacji tamtejszej policji cała sprawa była niepotrzebnie rozdmuchana przez mieszkańców. Nic w tym dziwnego – skoro od lat wojsko naciska na lokalne służby tuszując i bagatelizując swoje działania. Miejscowa ludność jednak wie swoje, co jest na rękę prasie i szukającym sensacji pismakom. Pomyśleć, że wszystko zaczęło od położonej na samym końcu jeziora Polanie Wydra i znajdującego się tam obozu harcerskiego.

 

***

Kuba… idziesz? – słychać szepczący głos wydobywający się z wysuniętej przez burtę namiotu głowy Mariusza.
Kuba… wstawaj, trzeba się zbierać bo nie zdążymy – dodaje po chwili ten sam głos, jednak śpiący harcerz niewzruszony ponagleniem swojego zastępowego ani myśli o podniesieniu się z kanadyjki. Dopiero mocne szarpnięcie za bark wybudza młodego harcerza z upragnionego sprzed zaledwie godziny snu.
Ej Kosa?! Czego chcesz, do licha? – syknął na starszego kolegę zdenerwowany harcerz. – Przecież mieliśmy się spotkać przy jadalni o 1:30? – dodaje Kuba.
Już jest 1:40 a Ty dalej wylegujesz się w namiocie! Ubieraj się szybko i biegiem na majdan… – odpowiedział na zarzuty swojego podopiecznego Mariusz zwany przez swoim przyjaciół Kosą, ze względu na zeszłoroczne zorganizowanie spotkania towarzyskiego swojej nogi z siekierą podczas pionierki obozowej. – Co za głąb – rzucił na odchodne Kosa i ruszył w kierunku jadalni. Kuba pomimo ewidentnej wpadki zaraz po wyjściu Mariusza szybko wyskoczył ze śpiwora, założył buty, polar i zabierając leżący przy wyjściu plecak pobiegł w umówione miejsce. Nie mógł pozwolić, aby cały zastęp odwlekał jeszcze dłużej zaplanowaną na dziś operację.
O patrzcie, nasza Śpiąca Królewna w końcu się pojawiła i to w podskokach – skomentował zbliżającego się kolegę Janek.
No! Wystarczyło, że nasz Królewicz wpadł do komnaty i już po kłopocie – dodał śmiejąc się Wiktor.
Yhmm – zawtórował mu Daniel.
Jeżeli ja jestem Śpiącą Królewną, a Kosa Księciuniem to Wy jesteście krasnale Dzbany jedne – odgryzł się lekko zdyszany Kuba.
Dobra dość już tych romansów – uciął kolejne komentarze Zastępowy. – Mamy mało czasu. Niedługo zacznie świtać, a kilka rzeczy trzeba dzisiaj przygotować, więc nie marudzić mi tutaj i ruszać się. Kolejny przystanek: bunkry – dodał Kosa i nie czekając na resztę skierował się do bramy głównej obozu.
Pomimo pełniących nocną wartę harcerzy z innego podobozu, szóstka chłopaków niepostrzeżenie wymknęła się do lasu maszerując w kierunku bunkrów. Zastęp Sępy od dwóch lat prowadzony przez Mariusza zawsze postrzegano jako największych obiboków, a to dlatego, że przy okazji wszystkich gier terenowych i zajęć Kosa, Wiktor, Janek, Olek, Daniel i Kuba nigdy zbytnio nie wykazywali większego zainteresowania technikami harcerskimi. Pomimo tego cała szóstka doskonale opanowała różne wiązania, potrafiła bezbłędnie udzielić pierwszej pomocy czy rozszyfrować najtrudniejsze wiadomości. Wykorzystywali jednak swoją wiedzę i umiejętności na sprawianiu psikusów pozostałym członkom drużyny, a jeżeli już przychodziło do “zabawienia się” z innymi obozowiczami, to chłopaki potrafili stanąć na wysokości zadania.
Teraz jednak drużynowy wcisnął im nowy nabytek, który trzeba było odpowiednio ustawić. Mowa o Grześku, który do drużyny wstąpił zaledwie cztery miesiące przed wyjazdem na obóz, lecz zafascynowany opowieściami o spaniu pod namiotem nad brzegiem jeziora wybłagał rodziców o zgodę na wyjazd. Teraz 15-letni, najmłodszy członek zastępu, spał smacznie w namiocie, podczas gdy pozostała ekipa wędrowała wśród drzew zbliżając się do poniemieckich bunkrów.

 

***

Dobra, wszystko przygotowane? – dopytywał Kosa pozostałych członków zastępu.
Jasne, o ile tylko nikt nam tego nie zwinie to jutro w nocy będziemy mieli niezapomnianą zabawę – odpowiedział zastępowemu Olek, który kończył ukrywać ostatnie liny wśród leszczynki.
Pora wracać i pamiętajcie, ani pary z ust, bo imprezę powitalną nowego szlag trafi – dodał Kosa zbierając z ziemi ostatnie rzeczy, które wrzucał niedbale do plecaka. – Jutro w nocy wszyscy wykonujemy bez zająknięcia polecenia dh Zbycha i czekamy na odpowiedni moment. Kolejny ranek będzie epicki dla całego obozu – dodał z rozmarzonym wyrazem twarzy Zastępowy Sępów.
Ale czy nikt nie będzie miał tutaj jakiś zajęć programowych podczas dnia? – dopytywał Janek.
Nie – odparł Kuba. – Przecież cały dzień mamy jutro grę terenową dookoła jeziora, więc nikt się nie będzie tutaj zapuszczał przed zmrokiem, a wtedy to tylko mając niesamowite szczęście zauważyliby te wszystkie liny – dodał Podzastępowy.
Ok, graty pozbierane? – rzucił do reszty kolegów Kosa. – Pora się zbierać. Pomimo, że dzień szykuje się dość ciężki, to jednak warto jakoś przeżyć do kolejnej nocy. Idziemy – zarządził Mariusz i ruszył przed siebie.
Reszta zastępu szybko spakowała swoje rzeczy i również ruszyła w ślad za starszym kolegą. Powoli dochodziła już 5 nad ranem, więc ominięcie czekającej na piekarza warty będzie bardzo trudne, ale nie niemożliwe. Zwłaszcza jeśli ma się za przewodnika kogoś takiego jak Kosa.
Rzeczywiście, powrót na teren obozu nie zajął im dużo czasu, a ominięcie pomagającej przy rozładunku bułek warty było dziecinnie proste. Nawet udało im się po drodze skorzystać z toi-toia i szybko wskoczyć do namiotu.
Patrzcie, leży dokładnie tam gdzie go zostawiliśmy – zaśmiał się patrząc na śpiącego Grześka Janek. – Aż mi go trochę żal, jak pomyślę co go jutro czeka – dodał po chwili, ale reszta chłopaków już go nie słuchała. Wskoczyli szybko do śpiworów, aby przynajmniej przez ostatnie półtorej godziny zregenerować siły potrzebne do przebycia kilku kilometrów wokół jeziora.

 

***

W tym samym czasie, kiedy Sępy kładły się spać, do położonej trzy namioty dalej kadrówki wszedł oboźny podobozu i również powoli przygotowywał się do kradzieży choć tych kilku minut snu przed pobudką.
I jak? Widziałeś co tam te głąby przygotowały? – głos dobiegł spod śpiwora położonej obok pryczy należącej do Drużynowego Zbyszka.
Taaaak – odpowiedział ziewając Piotrek. – Mają całkiem fajne pomysły te nasze małe gnomy – dodał po chwili.
Ale będą jutro mieli zdziwko jak już Adam przyjedzie – rzucił Zbyszek.
Co tam? Wszystko pozostaje bez zmian? – doszedł do nich zaspany kobiecy głos.
Pozostaje tak jak to zaplanowaliśmy, możesz iść spać Wrona – odpowiedział Piotrek i nakrył głowę poduszką.
Doskonale, pora aby sępy stały się padliną – odpowiedziała kwatermistrzyni, po czym obróciła się na drugi bok i zasnęła.

 

***

Gdzieś na majdanie jakiś harcerz przygotowywał się do porannej zaprawy.

Nad jeziorem ratownik wraz z pomocnikami rozpoczynali sprawdzanie boi i pomostu.

Z Hegemona schodził właśnie patrol wędrowniczy po nocnej wędrówce, a gwizdek oboźnego obozu budził Olimp. Rozpoczynał się nowy dzień w Orzyszu.

***

Zaraz po śniadaniu szefom poszczególnych patroli rozdano mapy i wskazówki odnośnie całodziennej gry terenowej wokół jeziora, a każdy z członków otrzymał suchy prowiant na drogę i zapas wody pitnej. Pomimo ciekawie przygotowanych punktów chłopaki z Zastępu Sępy mogli myśleć jedynie o zbliżającej się nocy. Kilka dni przed rozpoczęciem obozu Drużynowy Zbyszek zwołał wszystkich zastępowych i podzastępowych podając im terminy, w których planowane są Przyrzeczenia spełniających wymagania nowych harcerzy. Prosił również o pełne zaangażowanie zastępów, do którego dana osoba należy. Kosa wraz z chłopakami oczywiście nie mieli nic przeciwko i nawet zaangażowali się w organizację tej wyjątkowej nocy, ale postanowili, że przywitają Grześka na swój indywidualny sposób bez informowania o tym kadry drużyny. Tak zaczęły się długie dni planowania i ukrywania przed wścibskim oboźnym. Teraz, kiedy wszystko było już gotowe, Sępy nie mogły się doczekać nadejścia nocy i wdrożenia swego pieczołowicie opracowanego planu. A noc zbliżała się nieubłaganie.

Scenariusz dla Grześka był bardzo prosty. Cały zastęp miał spędzić noc na polanie przy bunkrach pełniąc na zmianę wartę. Na sygnał dany przez kadrę Kosa wraz z chłopakami mieli związać i zanieść Grześka do jednego z bunkrów, gdzie po alarmie mundurowym i rozpaleniu symbolicznego ogniska młody harcerz mógłby złożyć Przyrzeczenie Harcerskie. Nic jednak tej nocy nie potoczyło się tak jak zakładał plan.

Kuba, Daniel, teraz wasza kolej na warcie – powiedział wchodząc do szałasu chłopaków Mariusz. – Dostałem wiadomość, że za pół godziny reszta drużyny wychodzi z podobozu, więc zaczniemy dziesięć minut wcześniej niż zakładaliśmy. Pamiętajcie, aby iść obudzić resztę. Jak wychodziłem z szałasu to Grzesiek spał spokojnie, więc nie powinien się obudzić zbyt szybko – dodał Zastępowy i poszedł na stronę. Chłopaki po cichu zebrali swoje rzeczy i poszli obudzić pozostałą trójkę.
Wszyscy wiecie co macie robić? – zagadnął Zastępowy stojących wokół zgaszonego dawno ogniska i kiwających głowami harcerzy. Zegarki na komórkach już dawno wskazywały północ. Pora rozpocząć operację.

Nagły i krótki błysk zielonego światła dochodzący od strony bunkrów zdezorientował członków zastępu.
Ej, co to było? – szepnął do pozostałych Wiktor.
Może burza? – odpowiedział mu Janek.
Nie, to niemożliwe – wrzucił Kuba. – Jeszcze przed wyjściem na “chatki” sprawdzaliśmy ze wszystkimi zastępowymi i kadrą drużyny doniesienia pogodowe i nic nie zapowiadało jakichkolwiek zmian – dodał Podzastępowy.
Tak w ogóle ten błysk był z ziemi i był zielony – wtrącił Olek.
Przez chwilę chłopaki obserwowali bacznie okolicę szukając źródła nagłego niepokoju. W lesie panował jednak głęboki mrok potęgowany przez zasłonięte koronami drzew gwiazdy.
Dobra, za dużo czasu już straciliśmy – upomniał kolegów Kosa. – Nieważne co to było, ale już tego nie ma. Zaczynamy. Olek, Wiktor i Janek idźcie do szałasu po Grześka. Zarzućcie mu worek na głowę i dobrze zwiążcie, aby się… – chciał dokończyć Zastępowy, lecz ponownie błysk dochodzący ze strony bunkrów umiejętnie przykuł uwagę chłopaków. Tym razem byli już przekonani, że to nie zbliżająca się burza, co potwierdziły dochodzące ich odgłosy przypominające uderzenia siekiery o drzewo. Po chwili ten sam dźwięk zaczął się pojawiać w kolejnych miejscach zataczając koło wokół obozowiska zastępu. Harcerze stojąc teraz plecami do siebie z zapartym tchem nasłuchiwali kolejnych odgłosów. Trwało to zaledwie kilka sekund, po czym wszystko ustało, a las ponownie pokryła głucha cisza. Zdezorientowani członkowie zastępu powoli odzyskiwali spokój lecz intensywny błysk zielonego światła, który pojawił się w samym środku ich obozowiska skutecznie skruszył ostatnie pozory opanowania. Krzyk przewróconych na plecy harcerzy poniósł się w las i zamarł nagle wraz ze światłem.
Chłopaki szybko budzić Grześka i wiejemy do obozu! – krzyknął na swoich podopiecznych Kosa zachowując ostatnie pokłady racjonalności. Wiktor, Janek i Olek rzucili się do ogarnięcia plecaków, a w tym czasie Kuba i Daniel wskoczyli do szałasu, gdzie spał Grzesiek.
Kosa, Młodego nie ma! – dobiegł ze środka krzyk Podzastępowego.
Jak to go nie ma?! – wparował za chłopakami wystraszony Mariusz. – Przecież nie wziął i nie znikł jak w jakimś portalu! – dodał wpatrując się w pusty śpiwór. – Dobra, lećcie i przeszukajcie wszystkie szałasy – zadecydował Zastępowy. – Młody musi gdzieś tu być, a jak nie to już po nas – dodał.
Harcerze rozbiegli się po obozowisku, lecz nigdzie nie mogli znaleźć młodszego kolegi. Mariusz zwołał wszystkich oczekując od nich chociażby częściowego racjonalnego wytłumaczenie, które niestety nie nadchodziło.

Ponowny zielony błysk, na krótką chwilę ukazał skrywające się w ciemności przerażenie na twarzach członków zastępu. Ich wzrok powędrował w kierunku bunkrów, lecz nieprzenikniony mrok już ponownie spłynął na sprawiający wrażenie wymarłego las.


cdn.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *