Opowiadanie: Bunkier – cz. II

Jeszcze nigdy droga powrotna do obozu nie była tak długa. Zasępieni członkowie zastępu przedzierali się przez zarośla ze spuszczonymi głowami. Na nic się zdało bieganie wokół tymczasowego obozowiska i nawoływanie za Grześkiem. Po chłopaku nie pozostał ani jeden ślad. Kosa jeszcze nie wiedział, co dokładnie powie Drużynowemu, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że jeżeli nie rozpoczną natychmiast poszukiwań na większą skalę to cały obóz wpadnie w nie lada kłopoty. Wniosek był jeden: trzeba wracać.

Po kilkunastu minutach morderczego tempa młodzi harcerze wyszli na skraj leśnej drogi, skąd było już widać bramę główną obozu. Teraz tylko szybkie spławienie wartownika i bieg na podobóz z nadzieją, że główna kadra nie wyszła jeszcze do lasu.
Stój! Kto idzie?! – usłyszeli znajomy głos Oboźnego, który na nieszczęście chłopaków zbliżał się do wartowni. Już po nas, pomyślał Kosa. Teraz ani przekraść się obok, ani przekonać, że do lasu wyszło ich sześciu a nie siedmiu. Zaraz padną pytania, gdzie jest brakujący członek zastępu. I co wtedy? Opowiedzieć o tym, że zniknął z namiotu po tym jak wszyscy gapili się na jakieś zielone światło? Jak nic ten kretyn zjedzie ich z góry na dół, obudzi cały obóz i żegnaj przyszłoroczny wyjeździe. Wiele myśli przebiegało przez głowę Mariusza z każdym krokiem zbliżającym go do wartowni.
No widzę, że Sępy wracają z nocnych manewrów – odezwał się na widok zdyszanych chłopaków Oboźny. – Wasz drużynowy wspominał, że w tych godzinach będziecie powłóczyć nogami po manewrach. No dobra, to szybko zameldować się i jazda do namiotów – dodał patrząc na tępe wyrazy twarzy członków zastępu.

Ale Druhu mamy problem… – zaczął Kosa, lecz Oboźny przerwał mu stanowczo. Mariusz stwierdził, że innego wyjścia nie ma i szybko wydał komendę zastępowi.
Całość baczność! Spocznij! Kolejno, odlicz!
Raz.
Dwa.
Trzy.
Cztery.
Pięć – zakończył odliczanie Olek.
Doskonale, melduję Druhu Oboźny, że Zastęp Sępa w liczbie 6 wraz z zastępowym powrócili z manewrów – przekazał wartownik czekającemu instruktorowi. Oboźny kiwnął głową i skierował się z powrotem w stronę swojego namiotu.
Nie było czasu na roztrząsanie tego co właśnie miało miejsce. Kosa stwierdził jedynie widząc zakłopotanie na twarzach swoich kolegów, że mieli szczęście, bo wartownik najwidoczniej źle zapisał ich stan liczebny przed wyjściem do lasu. Harcerze rzucili się biegiem na podobóz i widząc światło lampki zdyszani wparowali do namiotu kadry.

W środku właśnie trwała narada odnośnie jutrzejszego planu dnia. Czworo członków kadry pochylało się przy zapalonej lampce nad stertą papierowych kartek z kopiami mapy najbliższej okolicy. W międzyczasie Adam przygotowywał równej długości linki z parakordu, które miały posłużyć do survivalowych bransoletek, a Wrona bujała się na ławce z kubkiem gorącej herbaty. Nagłe wejście harcerzy skutecznie oderwało instruktorów od dotychczasowych zajęć.
Druhowie nie zapomnieliście się czasem?! – Ale zanim Zbyszek i Piotrek zdążył cokolwiek więcej powiedzieć członkowie zastępu próbowali się nawzajem przekrzyczeć wyjaśniając to co zdarzyło się w lesie.
Nasze druhenki chyba się przestraszyły czegoś w lesie – zażartował sobie Adam.
Wystarczy! – Przerwał im zdenerwowany Zbyszek. – Zaraz obudzicie cały obóz tymi wrzaskami! Kosa, co się stało?
Z początku Mariusz nie wiedział od czego zacząć. Denerwowało go to, że kadra spokojnie siedzi sobie w namiocie. Nawet nie zaczęli się przygotowywać do wyjścia na Przyrzeczenie. Zupełnie jakby o wszystkim zapomnieli. Dobra. Najlepiej mieć to za sobą. Im szybciej drużyna zmobilizuje się do poszukiwań, tym szybciej odnajdą Grześka.
Druhu, Grzesiek przepadł gdzieś w lesie i nie mogliśmy go odnaleźć.
Chwila, o jakim Grześku mówisz? Kto z Twojego zastępu zgubił się w lesie?
No Grzesiek. To ten nowy w Sępach, który miał mieć dzisiaj w nocy Przyrzeczenie na bunkrach.
Jakie znowu Przyrzeczenie?! Jaki Grzesiek?! – Rzucił zaskoczony Piotrek. – Dlaczego organizujecie przyrzeczenie a my nic o tym nie wiemy? I skąd wziął się wam jakiś znowu Grzesiek? Czyjaś nowa ksywka czy co?
Druhu przecież kilka miesięcy przed obozem na zbiórki zaczął chodzić nowy chłopak i Druh przypisał go do naszego zastępu! – Wtrącił się Janek, którego denerwowało marnowanie czasu na durne wyjaśnienia.
Dość tego! Cała szóstka ustawić się natychmiast w szeregu przed namiotem! – Drużynowy podniósł głos zirytowany zachowaniem harcerzy. – Piotrek leć po pigułę, a ja z Adamem sprawdzimy czy coś pili lub palili na tych manewrach – dodał Zbyszek.
Po chwili ustawieni jeden koło drugiego członkowie zastępu pomimo protestów musieli chodzić z zamkniętymi oczami po wyznaczonej linii i wyciągnąć wszystko co posiadali w kieszeniach. Kilka minut później wrócił Piotrek, który przyprowadził zaspaną Druhnę Anię, która pełniła funkcję pielęgniarki na obozie. Każdy z chłopaków zaproszony do kadrówki, gdzie został przebadany. Kadra dopytywała również o drewno, które harcerze dorzucali do ogniska. Ostatecznie nie stwierdzono bycia pod wpływem środków odurzających. Po całej akcji członkowie zastępu zostali zaproszeni do kadrówki i posadzeni przy stole obok pijącej w dalszym ciągu herbatę Wrony.
Słuchajcie, razem z Druhną Anią stwierdziliśmy, że nic nie braliście, nie piliście alkoholu i nie zatruliście się niczym, co mogłoby spowodować takie omamy czy zaburzenia pamięci. Nie wiem dlaczego twierdzicie, że do drużyny wstąpił jakiś Grzesiek, który rzekomo miał mieć dziś w nocy zorganizowane Przyrzeczenie – spokojnie rozpoczął tłumaczenie skołowanym harcerzom Druh Zbyszek. – Nie mamy pojęcia skąd u Was taka grupowa halucynacja, dlatego rano razem z pielęgniarką i oboźnym obozu pójdziemy sprawdzić wasze obozowisko – kontynuował. – Żeby tymczasowo was uspokoić Druh Adam sprawdził na wartowni i mamy potwierdzenie, że do lasu wyszło sześć osób i wróciło sześć osób. Jeżeli was to nie przekonuje, to zerknijcie na to – na stole wylądowała lista członków podobozu wraz z listą składek opłacanych w drużynie. – Jak widzicie w naszych dokumentach nie widnieje nikt o imieniu Grzesiek. Nikt taki nie został również dorzucony do naszego podobozu – zakończył tłumaczenie Drużynowy.
Jeżeli dalej nam nie wierzycie to najlepszym dowodem będzie wasz namiot – dodał Piotrek. – Teraz spróbujcie się położyć na te kilka godzin. Obudzę was dopiero na śniadanie i potem pójdziemy przeszukać wasze obozowisko – dodał Oboźny.
Skołowani harcerze wyszli z kadrówki i skierowali się do swojego namiotu. Wewnątrz stało sześć kanadyjek. W kącie namiotu na podestach znajdowało się rzucone jeden na drugi sześć plecaków. Harcerze już sami nie wiedzieli co o tym myśleć.
Co się tutaj dzieje! – Uniósł się Wiktor. – Przecież to niemożliwe, abyśmy zmyślili sobie jakiegoś gościa i planowali od kilku dni akcję w lesie, aby go nastraszyć! – dodał.
Sam już nie wiem, co o tym myśleć – odpowiedział mu Kuba.
Patrzcie – zawołał pozostałych chłopaków Daniel – przecież wczoraj najechałem na niego, że dossał się do mojej coli i całą wyżłopał. – Pokazał pozostałym chłopakom w połowie pełną butelkę – a teraz jest jej tyle ile zostawiłem sobie na jutrzejszy dzień.
To wszystko się nie trzyma kupy – rzucił Janek.
Wiecie co? – zaczął Kosa. – Również nie wiem o co tu chodzi. Doskonale pamiętam jak wygląda Grzesiek, jak wyglądają jego rzeczy i gdzie na półce się znajdowały. Tutaj nie ma ani śladu po jego obecności, a mimo to z zamkniętymi oczami mógłbym wam pokazać, gdzie wieszał swój mokry ręcznik – dodała Mariusz. – Pozostają nam dwie opcje: albo kładziemy się tak jak powiedział Zbychu i rano idziemy z nimi do obozowiska, albo zbieramy manatki i przekradniemy się polaną hegemona już teraz – dodał.
To co robimy? – dopytał Olek.
Członkowie zastępu w ciszy spojrzeli po sobie.

***

Polna mysz skradała się w cieniu drzew rzucanym tej nocy przez wyjątkowo jasny księżyc. Nie wiedziała, że już od dłuższego czasu jest obserwowana. Cztery metry nad nią ważący ponad pół kilograma puszczyk nie spuszczał łatwej zdobyczy z oczu. Jeszcze tylko trochę cierpliwości, a smaczny kąsek na własne życzenie wpadnie w ostre szpony nocnego łowcy. Przygotowania do lotu przerwał mu dobiegający zza linii drzew hałas jaki wydawały skradające się sylwetki sześciorga chłopców. Istny brak wychowania tak przerywać w polowaniu pomyślał puszczyk. Zanim powrócił do obserwacji myszy smakołyk zdążył już znaleźć kryjówkę. Pewnie wystraszył się dobiegających odgłosów. Niezadowolony z takiego obrotu sytuacji nocny łowca zahukał donośnie i wzbił się do lotu obejrzeć z bliska intruzów.

***

Tak właściwie to czego oczekują po kolejnej wizycie w leśnym obozowisku? Z tą myślą Kosa przedzierał się razem z pozostałymi Sępami przez zarośla. Decyzja była jednogłośna. Chłopcy postanowili jeszcze raz przyjrzeć się wszystkiemu, zanim w świetle dnia okaże się, że ktoś perfidnie sobie z nich zażartował. W oddali usłyszeli pohukowanie, ale poza tym nic nie wskazywało na idących śladem zastępu wartowników. Widać udało im się wymknąć niezauważonym.
Dobra, trzeba się pośpieszyć bo chyba będzie padać – próbował zmobilizować do szybszego marszu pozostałych harcerzy.
Kątem oka dostrzegł mgliste zielone światło czające się wśród drzew.
Chłopaki padnij! Ktoś z latarką łazi po lesie – Mariusz zwrócił się do kolegów i kazał im obserwować okolicę. Po kilku minutach braku potwierdzenia na nagły alarm harcerze ruszyli w dalszą drogę.
Mówiłem, że coś Ci się przewidziało Kosa – odparł po dłuższym milczeniu Wiktor. – Kto niby miałby łazić z latarką tak daleko od obozu i to jeszcze…
W połowie zdania przerwała mu kolejna komenda tym razem od Kuby, który zabezpieczając tyły również dojrzał błysk wśród drzew.
Słuchajcie, a może to Grzesiek z czołówką błądzi pomiędzy drzewami. Przecież knypek nie był jeszcze nigdy w tych stronach – zauważył Daniel.
Dobra, zmiana planu – zadecydował Kosa. – Olewamy obozowisko i idziemy za latarką. Jeżeli to rzeczywiście Nowy to kadra chciała nam zrobić niezłego wała – dodał.
Zanim chłopcy zdążyli podejść na tyle blisko, aby lepiej przyjrzeć się kto, lub co jest źródłem światła usłyszeli trzask gałęzi. W pobliskich zaroślach nagle zamigotał płomień.
Możecie przestać się skradać! – Zawołał nieznajomy głos. – Już od kilkunastu minut wiem, że tam jesteście. Nie macie się czego bać, nic wam nie zrobię – dodał.
Z początku nie wiedzieli czy wierzyć spotkanemu w lesie jakiemuś włóczędze czy nie, więc zabrawszy znalezione pod ręką kamienie i grube patyki ostrożnie zbliżyli się do ogniska.
Ładnie tak witać członka swojego szczepu z kijami? – Na te słowa harcerzom trochę zrobiło się głupio, ponieważ dopiero w świetle płomieni rozpoznali Druha Maćka. – Jestem Druh Maciek. Jeden ze starszych już instruktorów szczepu. No a swoją drogą, to co robicie tu o tej porze?
Przepraszamy Druhu – zaczął Kosa. – Nie sądziliśmy, że spotkamy kogoś w tych okolicach o tej porze. Wracaliśmy do obozowiska rozbitego w pobliżu bunkrów i zobaczyliśmy światło – tłumaczył się zastępowy.
Widziałem to wasze, pożal się Boże, obozowisko. Zostawiliście wszystko tak, jakbyście przed czymś uciekali – skomentował Maciek. – Co się stało?
Przez kolejne minuty chłopcy starali się opowiedzieć wszystko, co do tej pory zdarzyło się tej nocy, jak i to, że kadra szczepu próbuje im wmówić różne urojenia.
Hmm rzeczywiście sprawa jest ciekawa, ale ode mnie pomocy nie dostaniecie. Mało obecnie się udzielam przy waszej drużynie i nie potrafię potwierdzić, czy ktoś taki dołączył do was – skomentował po wysłuchaniu historii starszy druh. – Musicie jednak bardzo uważać, gdzie rozstawiacie obóz. Już od dawna nikt nie zapuszcza się w tą okolicę po zmroku. Nie od czasu, kiedy wydarzył się ten straszny wypadek – dodał.
Jaki wypadek? – zapytał lekko zdenerwowany Szeregowy.
To nie miejsce i nie pora na takie opowieści, ale jeżeli bardzo chcecie to mogę streścić się w kilku zdaniach – odparł Druh. Widząc niepewne kiwanie głowami starszy druh rozpoczął opowieść. – To było jakieś 8 lub 9 lat temu. Jak wiecie okolice bunkrów idealnie nadają się pod realizację wymagań na Leśne Wampum czy Robinsona, bo w przypadku nagłego załamania pogody zawsze można się schronić w betonowym grobowcu. I właśnie taka sytuacja miała wtedy miejsce. Trójka członków naszego szczepu wybrała się do lasu przygotować szałasy dla żeńskiej części drużyny. Przechwalali się, że Wampum Team poradzi sobie ze wszystkim. Poza tą trójką do lasu poszedł również młodszy brat jednego z nich. Taki mniej więcej w waszym wieku. Traf chciał, że tej nocy miała miejsce niesamowita ulewa, więc jak się domyślacie cała trójka wraz z dzieciakiem pobiegła schować się w bunkrze. Niestety nikt z nich nie wiedział o szybie wentylacyjnym ukrytym pod stertą liści i gałęzi. Młody biegł pomiędzy nimi i nagle bach – chłopak zapadł się pod ziemię. Brat rzucił się jak szalony za nim, ale nie zmieścił się do szybu. Usłyszeli tylko straszny krzyk i zobaczyli zielony błysk na dnie. Nie zastanawiając się dłużej wbiegli do kompleksu bunkrów i szukali połączonego z dziurą pomieszczenia. Szukali całą noc. Wołali, walili w ściany. Nic jednak nie pomogło w odnalezieniu dzieciaka. Nawet sprowadzenie straży pożarnej nic nie dało, ponieważ nie potrafili odnaleźć ponownie szybu. Najgorsze jednak było to, że nagle istnienie tego dzieciaka zostało wymazane z pamięci wszystkich obozowiczów. Nawet rodzice zaczęli twierdzić, że ich syn jest jedynakiem. Jedynie starszy brat wszystko pamiętał i popadł w obłęd. Zwiał z domu i podobno zaszył się gdzieś w tych okolicach. Powiadają, że każdej nocy chodzi i szuka tego szybu, żeby uratować swojego młodszego brata – zakończył opowieść Druh Maciek.
Grobową ciszę przerwał grzmot i odgłosy zbliżającej się burzy.


cdn.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *